piątek, 21 grudnia 2012

Taki mini cosik

Ostatnio po przeczytaniu kilku książek jak "Pandemonium"- gorąco polecam i po raz drugi całej trylogii Czasu napadła mnie wena :D Może nic sensownego nie nabazgrałam, ale cieszę się, że ruszyłam, bo mam kilka fajnych pomysłów :D A oto i fragment:


Tristan spojrzał na mnie gniewnie, tak jakby to ja była winna temu wszystkiemu co się stało. No dobra, po części była.
– Trzeba było mnie tam zostawić. Pokazał bym mu gdzie jego miejsce- przez złość, kiedy mówił po polsku jego akcent stawał się jeszcze bardziej uroczy.
– Chyba niepotrzebne nam kłopoty, prawda?- ofuknęłam go.- Wybacz, ale raczej nie byłaby to moja wymarzona osiemnastka.
Westchnął głęboko.
– Przepraszam, po prostu nienawidzę takich kolesi- przeczesał ręką zmierzwione włosy i spojrzał się w okno.
O ile adrenalina nieco mnie otrzeźwiła, powoli znów wracało to otumanienie alkoholowe, potęgujące się w ciepłym samochodzie. Spojrzałam na profil Tristana i zaczęłam się śmiać jak szalona.
Taksówkarz z przodu zerknął na mnie w lusterko i pokręcił głową.
– Z czego się śmiejesz?- spytał Tristan, marszcząc brwi.
– Zgubiłam nasze kurtki- chichotałam dalej.
Chłopak jakby dopiero zobaczył, że czegoś brakuje uśmiechnął się delikatnie i spojrzał na mnie.
– Jesteś kompletnie wstawiona.

sobota, 8 września 2012

Po kochanych wakacjach

No i proszę po wakacjach, a ja próbuję brać się dopiero teraz za KW :D No ale tak to ze mną już jest. Leń ze mnie. Teraz próbuje się zabrać za to. Na razie idzie całkiem nieźle, tylko potrzebuje czegoś co by mnie 'naweniło', nie mylić z nawaliło ;) Może niedługo wstawię Wam jakiś fragmencik.
Buźka.

sobota, 14 lipca 2012

Kolejny fragment.

Dopóki nie skończę książki i coś z nią zrobię, o ile coś zrobię, to będę was nimi męczyła. Ważne, że wena wróciła <3  Enjoy!


Kiedy zapalił światło moim oczom ukazało się nieduże mieszkanko, wyglądające raczej na opuszczone. W przedpokoju stała duża szafa z lustrem. Była otwarta, a w środku wisiało kilka koszul i czarna, skórzana kurtka. Naprzeciwko wejścia były drzwi zapewne do łazienki, po lewej stronie przez szparę mogłam zobaczyć stojące pod ścianą idealnie pościelone łóżko, a po prawej było wejście do salonu połączonego z niedużą kuchnią. Jedyne co je oddzielało to wysoki barek. Meblując to mieszkanie raczej stawiano na oszczędność. Nie było tu zbędnych mebli, ściany były w kolorze białym albo żółtym i wszystko wyglądało jakby ktoś opuścił je w wielkim pośpiechu. Jednak oprócz kubka i otworzonej książki, leżącej na stoliku w salonie przykuł moją uwagę wielki regał zastawiony od góry do dołu książkami. (...)
Tristan wciąż milczał. Zdenerwowana odwróciłam się i popatrzyłam w jego kierunku. Akurat stał w kuchni, odwrócony do mnie tyłem z nieprzezroczystego słoika wyciągał ostatni banknot stuzłotowy. Popatrzył na mnie przez ramie i w końcu się odezwał:
– Nie wiem czy wiesz, ale tak naprawdę pochodzę z Anglii. O ile w tamtej krainie porozumiewamy się w jednym języku, o tyle tu wszystko wraca do swojej normy. Ty mówisz po polsku, a ja po angielsku.- Powiedział wszystko po angielsku.
Chwilkę zajęło mi przetłumaczenie tych słów w głowie. Niby zawsze miałam dobre oceny z angielskiego, ale nauka to jedno, a w praktyce zawsze jest inaczej. Sama swój angielski mogłam wypróbować kilka razy, jednak z miernym skutkiem.
– To jak się porozumiewałeś, kiedy tu mieszkałeś?- powiedziałam najlepiej jak umiałam po angielsku.
– Masz fatalny akcent- kpiąco uniósł brwi.- Seren dała mi specjalny eliksir. Poza tym sam podłapałem kilka zwrotów.
– To dlaczego się nimi nie pochwalisz?- spytałam oburzona, że to ja mam iść mu na rękę mówiąc w jego ojczystym języku, a nie odwrotnie.
– Z czystego lenistwa- jego oczy błysnęły iskierkami rozbawienia.- No a skoro czytałaś tą książkę...- wskazał głową pozycje z cytatami.- Lenistwo jest ukrywanym ojcem postępu- powiedział po polsku z akcentem, od którego zmiękły mi nogi. Wpatrywał się we mnie wyraźnie oczekując nazwiska autora.
Gorączkowo szukałam odpowiedzi w głowie, bo skądś kojarzyłam ten cytat. Zadowolona, że coś mi zaświtało, palnęłam od razu odpowiedź:
– Mark Twain.
– Gabriel Laub- popatrzyła na mnie z wyższością, a ja się zagotowałam w środku.
Dupek jeden. Chce mi udowodnić, że jestem głupsza od niego? Nie doczekanie. Miałam swój ulubiony cytat, którym często podpisywałam swoje szkice.
– Potykając się można zajść daleko; nie wolno tylko upaść i nie podnieść się.- Rzuciłam mu rękawice.
Ale ku mojej porażce podniósł ją z gracją:
– Goethe- odparł bez zastanawiania się.
– Będziesz tak mówił raz po angielsku raz po polsku?- spytałam rozdrażniona.
– Dziewczynom podoba się mój akcent- powiedział filuternie.



sobota, 26 maja 2012

Nowy fragmencik

Pomęczę was tymi fragmentami :D Ale ja tak lubię wam je wstawiać jak napiszę coś nowego. Czytajcie i komentujecie, o!



Tristan stanął nad brzegiem, odwrócił się do mnie i wyciągnął rękę z lekką niecierpliwością. Na tle ciemnej tafli jeziora w swojej białej koszuli wydawałoby się jakby promieniował. Podeszłam powoli onieśmielona, ujmując ją.
Weszliśmy do niczym niezmąconej wody, a mnie przeszedł dość przyjemny prąd.
– Czujesz to?- w tej absolutnej ciszy rozbrzmiał jego szept.- To jest magia- przymknął oczy, rozkoszując się tym uczuciem.
Ja także to zrobiłam. Woda delikatnie opływała moje kostki jak welon z niesamowicie delikatnego materiału.
– Te jeziora są pełne magii wyspy. Po drugiej stronie nie mogłabyś tego poczuć. A teraz skup się. Powinnaś poczuć teraz moją magią. Mocno trzymają moją rękę.
Pierwszy raz bez szemrania zrobiłam tak jak kazał. Byłam oniemiała tym co doświadczyłam. I stało się to, co wtedy kiedy przechodziłam na Zieloną wyspę z Darethem. Pochłonęły nas kropelki wody, pojawiło się piękne zielone światło, a nasze złączone ręce zapiekły przyjemnie, nie boleśnie.

poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Kąsek z 11 rozdziału


Malutki fragmenci z seri Tośka-Tristan na dobranoc :)

 – Tylko przez jeziora można stąd wyjść oraz wejść, choć nie zawsze. W całej krainie są takie cztery miejsca, wszystkie pilnie strzeżone przez strażników jezior. Na drugą stronę, jeśli jest się wystarczająco silnym, można wydostać się tam, gdzie się tylko pomyśli.
– Czyli na przykład, gdybym nie była silna mogłabym się pojawić na środku Oceanu Atlantyckiego?
– Były takie przypadki- zamilkłam, słysząc to, a potem poczułam przy plecach jego wibrujące od śmiechu ciało. W końcu nie wytrzymał i zaśmiał się głośno. To było tak niesamowite, że aż zaparło mi dech w piersiach. Nigdy nie słyszałam, żeby się śmiał. Kpił tak, ale nie śmiał. Rzadko też się uśmiechał.
– Jesteś okropny- mimo woli zachichotałam.
– A ty urzekająco ufna- czułam, że się uśmiechał.

Wesołych!

Bardzo długo nie pisałam i tu i w rozdziałach mojej "książki". Na głowę wciąż zwalały mi się nowe obowiązki, ale nareszcie nadszedł mój wielki COME BACK! :D Ten kto śledzi postępy ten widzi teraz jak zwiększyła się liczba stron. Jeszcze tylko 25 stron to upragnionego minimum, ale to nie oznacza, że to koniec, bo na pewno tych stron będzie jeszcze więcej. Na razie rozpracowuje relacje Tristan-Tośka i przyznam, że idzie im opornie ;) Do momentu kulminacyjnego (bardzo emocjonująco dodam :D) zostały nam ze 4 rozdziały plus epilog. Za ostatni rozdział niektóre/niektórzy z was mogliby mnie zabić, ale nie o tym powinna być teraz mowa!*odwraca uwagę*

Wesołych świąt!!!