Krzyk nie ustawał. Brzmiał jak odgłos rysowania paznokciem po tablicy. Gorzej. Wiercił mi dziurę w głowie. Skuliłam się, przyciskając ją do poduszki, lecz wciąż pulsowała. Nie pozwalał mi się nawet skupić. Zła oraz rozgoryczona zdarłam sobie poduszkę z głowy, ciskając nią o przeciwległą ścianę i wtedy go zobaczyłam. Był ubrany w to samo, co przed trzema dniami. Stał obok mojego łóżka, obserwując mnie uważnie.
– Zostaw mnie- szepnęłam, dygocząc.
Ale zaraz, chwileczkę! Przecież on nie jest prawdziwy. To tylko wytwór mojej wyobraźni. Zwykła halucynacja, która nic nie może mi zrobić. Gdy się dostatecznie skupię powinna zniknąć.
– On nie ma prawa bytu w tej rzeczywistości- szepnęłam do siebie, uspokajająco.
– Może w tej nie, ale w mojej jak najbardziej- powiedział cichym głosem, ale pewnym.
– Jakiej twojej? Jesteś moją halucynacją- zaśmiałam się mu w twarz i nagle spoważniałam. Zaczynam gadać z wytworem mojej wyobraźni, nie jest dobrze.
– Idź sobie. Zniknij- mówiłam bardziej do siebie niż do niego.
To nie podziałało. W dodatku zaczął do mnie podchodzić.
Spokojnie, on nic ci nie zrobi. To wszystko jest twoim urojeniem- uspokajałam siebie.
Jednak on dalej parł na przód i... dotknął mnie. Poczułam to! To było takie prawdziwe. Kiedy ściągnął mnie z łóżka, stawiając gwałtowne na równe nogi już wiedziałam, że to nie może być tylko przywidzenie.
– Puść mnie!- spróbowałam się wyrwać, ale na darmo.- Bo będę krzyczeć.
– A krzycz ile wlezie. Gotowa?- uśmiechnął się zawadiacko, a mnie wcale to się nie spodobało.