sobota, 8 października 2011

Martwy punkt za nami

No hej, hej! Będzie jakiś miesiąc jak nie pisałam. A to wszystko przez moją deprechę. Wcale nie miała ona nic wspólnego z moim nastrojem, bo wręcz przeciwnie świrowałam jak zawsze, ale bardziej z wierzeniem w sens mojego pisania oraz z samą weną. A przyszło to dlatego, bo odkryłam pierwszą lukę w mojej fabule. Znaczy się i tak nie miałam jej zaplanowanej tylko ogólny zarys, bo wszystkie pomysły lecą na spontana, niemniej jednak musiałam dłużej pogłówkować by wymyślić coś dobrego. Oczywiście nie jest na tyle dobre by mnie zadowoliło, ale nad tym popracuje przy korekcie. Oj tak, czeka mnie masa pracy. Teraz chyba będzie najgorsza część książki przynajmniej dla mnie. Tutaj muszę wykazać się cierpliwością, choć nie mam jej za grosz. Zawsze pędzę z fabułą, gnam na łeb na szyję, a tu muszę powolutku wszystko rozbudować, z namysłem. I przeczytać jeszcze raz cały tekst by wiedzieć czy zrozumiecie ten pogmatwany świat magi tak jak bym chciała byście go zrozumieli. Oczywiście każdy zinterpretuje to jak chce. No to się Wam wypisałam, a teraz życzcie mi weny i ja Wam też weny na życie :D Mam nadzieje, że te pochmurne dni mi ją przyniosą. Taak, nie wiem jak Wam, ale u mnie pochmurna pogoda sprawia, że czuje się tak jakoś w sumie dobrze i przychodzi wenisko moje, niedobre. Oczywiście słoneczko też piękne, ale bardziej rozleniwia niż ożywczy deszcz :P
Buźka

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz