Dopóki nie skończę książki i coś z nią zrobię, o ile coś zrobię, to będę was nimi męczyła. Ważne, że wena wróciła <3 Enjoy!
Kiedy zapalił światło moim oczom ukazało się nieduże mieszkanko, wyglądające raczej na opuszczone. W przedpokoju stała duża szafa z lustrem. Była otwarta, a w środku wisiało kilka koszul i czarna, skórzana kurtka. Naprzeciwko wejścia były drzwi zapewne do łazienki, po lewej stronie przez szparę mogłam zobaczyć stojące pod ścianą idealnie pościelone łóżko, a po prawej było wejście do salonu połączonego z niedużą kuchnią. Jedyne co je oddzielało to wysoki barek. Meblując to mieszkanie raczej stawiano na oszczędność. Nie było tu zbędnych mebli, ściany były w kolorze białym albo żółtym i wszystko wyglądało jakby ktoś opuścił je w wielkim pośpiechu. Jednak oprócz kubka i otworzonej książki, leżącej na stoliku w salonie przykuł moją uwagę wielki regał zastawiony od góry do dołu książkami. (...)
Tristan wciąż milczał. Zdenerwowana odwróciłam się i popatrzyłam w jego kierunku. Akurat stał w kuchni, odwrócony do mnie tyłem z nieprzezroczystego słoika wyciągał ostatni banknot stuzłotowy. Popatrzył na mnie przez ramie i w końcu się odezwał:
– Nie wiem czy wiesz, ale tak naprawdę pochodzę z Anglii. O ile w tamtej krainie porozumiewamy się w jednym języku, o tyle tu wszystko wraca do swojej normy. Ty mówisz po polsku, a ja po angielsku.- Powiedział wszystko po angielsku.
Chwilkę zajęło mi przetłumaczenie tych słów w głowie. Niby zawsze miałam dobre oceny z angielskiego, ale nauka to jedno, a w praktyce zawsze jest inaczej. Sama swój angielski mogłam wypróbować kilka razy, jednak z miernym skutkiem.
– To jak się porozumiewałeś, kiedy tu mieszkałeś?- powiedziałam najlepiej jak umiałam po angielsku.
– Masz fatalny akcent- kpiąco uniósł brwi.- Seren dała mi specjalny eliksir. Poza tym sam podłapałem kilka zwrotów.
– To dlaczego się nimi nie pochwalisz?- spytałam oburzona, że to ja mam iść mu na rękę mówiąc w jego ojczystym języku, a nie odwrotnie.
– Z czystego lenistwa- jego oczy błysnęły iskierkami rozbawienia.- No a skoro czytałaś tą książkę...- wskazał głową pozycje z cytatami.- Lenistwo jest ukrywanym ojcem postępu- powiedział po polsku z akcentem, od którego zmiękły mi nogi. Wpatrywał się we mnie wyraźnie oczekując nazwiska autora.
Gorączkowo szukałam odpowiedzi w głowie, bo skądś kojarzyłam ten cytat. Zadowolona, że coś mi zaświtało, palnęłam od razu odpowiedź:
– Mark Twain.
– Gabriel Laub- popatrzyła na mnie z wyższością, a ja się zagotowałam w środku.
Dupek jeden. Chce mi udowodnić, że jestem głupsza od niego? Nie doczekanie. Miałam swój ulubiony cytat, którym często podpisywałam swoje szkice.
– Potykając się można zajść daleko; nie wolno tylko upaść i nie podnieść się.- Rzuciłam mu rękawice.
Ale ku mojej porażce podniósł ją z gracją:
– Goethe- odparł bez zastanawiania się.
– Będziesz tak mówił raz po angielsku raz po polsku?- spytałam rozdrażniona.
– Dziewczynom podoba się mój akcent- powiedział filuternie.
W sumie to jeszcze nigdy tutaj nie komentowałam, choć jak mi się przypomni o twoim blogu to zawsze czytam. xD "Naprzeciwko wejścia były drzwi zapewne do łazienki, po lewej stronie przez szparę mogłam zobaczyć stojące pod ścianą łóżko idealnie pościelone[..]" Ja się w sumie nie znam, ale bym zmieniła kolejność: idealnie pościelone łóżko.
OdpowiedzUsuń"Potykając się można zajść daleko; nie wolno tylko upaść i nie podnieść się." Zapamiętam go sobie. :D Mówiąc: "jeśli coś z nią zrobię" masz na myśli wydanie jej, nie? Uważam, że jakbyś ją wydała to książka mogłaby się stać kolejną rynkową perełką.
Bardzo mi miło, że tak sądzisz :D Ale aż takiej wiary w siebie to ja nie mam :P Ps. No i dziękuję za poprawienie. Jak się pisze szybko to się nie widzi błędów :)
Usuń